RYBOMANIA 2017 okiem karpiarza

Pamiętam jak w zeszłym roku wpadłem z Robertem na stanowisko D.A.M w trakcie przygotowań do poznańskiej Rybomanii , by pomóc rozłożyć karpiowe klamoty i przygotować ekspozycję do targów. Trwało to zaledwie dobę, lecz miałem już wtedy okazję poznać wspaniałych ludzi, którzy bez względu na słabości, potrafią razem przez kilka dni stworzyć wspaniałą atmosferę i zarazić innych swoją pasją. Dla kogoś, kto podąża tą samą drogą, obcowanie w tak zacnym gronie jest czymś wyjątkowym, szczególnie iż łączą oni swoją pasję z praca zawodową, a tym samym przyjemność z obowiązkami. To wbrew pozorom nie jest takie łatwe – szczególnie na dłuższą metę….

Nie zauważyłem nawet kiedy minął rok i znów zawitałem na wielkopolskiej ziemi z okazji kolejnej znanej całej wędkarskiej braci imprezy targowej jaką jest Rybomania. W tym roku przyszło mi stanąć po drugiej stronie barykady w szeregach teamu MAD Legion, jako osoby, która przez cały rok miała okazję zapoznać się z asortymentem karpiowym brandu wykorzystując go na swoich wypadach karpiowych, a swoimi spostrzeżeniami podzielić się z odwiedzającymi w czasie imprezy targowej.

Już od samego początku czekał nas ogrom pracy. Wbrew pozorom, targi to ciężka praca – szczególnie fizyczna. Przygotowanie stanowiska, rozpakowanie towaru – na to jednak pracowało kilkanaście osób, więc poszło nam to całkiem sprawnie.

W tym roku na stoisku pojawił się namiot, którego postawienie zajęło małą chwilę.

Rafał od razu wskoczył w swój dział przygotowując Effzettową gablotę – uzbrajając ją w różnokolorowe przynęty, o nazwach mi nieznanych, więc nawet nie zamierzam ich wymieniać.

Ania zaskoczyła mnie pomysłowością przygotowując od samego początku ekspozycję. Podziwiam jej cierpliwość, jaką się wykazała klejąc i zwijając z drutu i taśmy tajemnicze “drzewka” na których wyrastały jak grzyby po deszczu plastikowe rurki imitujące kwiaty. Dziwny wystrój karpiowego działu, ale tu nie ma żadnych ograniczeń, każdy może wykazać się inicjatywą własną, która nie zostaje zburzona przez innych. Liczy się pomysłowość, a tej kobiecie jej nie brakuje…

Faceci jak zawsze – wciąż tylko negocjacje co i jak postawić, lecz w efekcie końcowym wszyscy dochodzili do porozumienia, co miało wpływ na szybko zmieniający się wygląd całego stanowisko, które z minuty na minutę nabierało sensownego wyglądu.

Trzech karpiarzy na pokładzie i dział karpiowy jako pierwszy stanął w pełnej gotowości.

Po skończeniu swojej pracy udałem się na piętro by spojrzeć na całe stanowisko z innej perspektywy…. Nie wiem jak innym, mi się podobało….

Późnym wieczorem cały team udał się do hotelu. Wiadomo co się stanie, gdy skrzyżują się drogi wędkarzy. Nie ma możliwości, by nie było o czym opowiadać – nocka zbyt krótka, a na drugi dzień trzeba stanąć zwartym i gotowym na stanowisku. Z tą świadomością udało mi się wymknąć niepostrzeżenie z tej towarzyskiej sielanki i ułożyć umęczone ciało na łóżku, aby nabrać energii przed piątkiem.

Pomysł okazał się być całkiem dobry. Od samego początku impreza nabrała tempa. Wywiady, filmiki reklamowe, ogrom odwiedzających. Robert z łatwością ogarniał tematy, które mnie jeszcze jakoś przerażają. Musze przyznać robi to rewelacyjnie i chyba dobrze się w tym czuje. Stanąłem z boczku i uwieczniłem jego moment…

W tym wszystkim, jak wielu pasjonatów wędkarstwa karpiowego znajdujemy także czas na pomoc. Dobrze wszystkim znana inicjatywa Karpiarze Martynce i u nas cieszy się ogólną aprobatą, co nie podlega żadnej dyskusji. Cieszymy się, że Martynka staje się coraz to bardziej samodzielna, a uśmiech na jej twarzy jest świadectwem tego, iż całe to przedsięwzięcie jest potrzebne.

MAD karpiowisko ruszyło, a ja musiałem się trochę natrudzić, aby złapać naszą część bez zwiedzających – lubię mieć porządek w kadrze….heheheh!!!!!

Zainteresowanie było bardzo duże. Wędki, kołowrotki i sprzęt biwakowy. Oferty cieszące się dużym zainteresowaniem i wszystko dostępne, by przekonać się organoleptycznie o jakości sprzętu. Sam nie potrafię przejść obok tego wszystkiego by nie wziąć do ręki i nie zakręcić korbką. Takie to już są te nasze męskie zabawki….

Przychodziły i chwile wytchnienia, więc można było “schować” się w czeluściach namiotu, by dać odetchnąć zmęczonym nogom i chlipnąć łyk kawy.

Stoisko to nie tylko MAD. Są też i inne działy jak DAM, EFFZETT, MADCAT i QUICK które prężnie krzewią wędkarską pasję, a ta pasja to ludzie którzy kręcą się po stoisku w firmowych koszulach. Na jej temat mogą mówić godzinami. Obserwowałem ich w trakcie rozmów, wszyscy tak samo zakręceni i wiedzą o czym mówią. Szczupak, okoń i inny drapieżnik, którego można wyrwać z naturalnego środowiska na cieniutki ale zarazem mocny spining.

I Waldek, który włożył w to całą swoją dusze, wyczekując na “obwąchanie” – cokolwiek miałoby to znaczyć, lecz wierze w to co mówi, słysząc z jakim zaangażowaniem potrafi opowiadać o swoich przeżyciach nad wodą.

Do tego całe zestawy różnokolorowych przynęt, które dla mnie są tajemniczym wynalazkiem, na który inni wyciągają swoje największe okazy.

Słynne już okonie  SLIDE’N ROLL PERCH od EFFZETT®

Zielony MADCAT – ekipa polująca na olbrzymie sumy, ze sprzętem o niebotycznej wytrzymałości i unikalnym wdzięku. O kolorystyce już nie wspomnę….

Niezawodne Clonki z nowym białym kolorem.

Na koniec pierwszego dnia krótkie posumowanie. Wszyscy zadowoleni. Ja nie miałem nawet czasu na dłuższą posiadówkę. To moje pierwsze targi z drugiej strony barykady i szczerze mówiąc nie wiedziałem jak to będzie.

Na drugi dzień starłem się z rzeczywistością, która przerosła moje wyobrażenie. Nie podejrzewałem, że będzie aż tyle pytań, tylu wędkarzy i takie zainteresowanie produktami MAD-a.

Nie miałem nawet czasu by wziąć aparat do ręki i uwiecznić to wszystko. czasami udało mi się na chwilę wyrwać i wyszukać wśród tłumu odwiedzających lukę, by złapać w obiektywie interesujący kadr. Cieszy oko wędkarza zainteresowanie tym sportem najmłodszych uczestników imprezy.

wcale się nie dziwię, jest co oglądać, a kolorystyka wzbudza zainteresowanie. To chyba działa na wszystkich.

W wystawionym jak co roku akwarium, każdy mógł na żywo zobaczyć obiekt dla którego cała ta wędkarska duchowo-materialna uczta została stworzona. Ja wybrałem oczywiście interesujący mnie gatunek, lecz było dodatkowo na co popatrzeć w pełnej okazałości.

Jak mówiłem – targi wędkarskie to przede wszystkim ludzie. Ludzie, którzy czasami znają się od lat, a mają okazję spotykać się tylko przy tego typu imprezach. Widać wiele pozytywnej energii pomimo odmiennego logo, które każdy nosi na wierzchniej odzieży. Wiadomo, że przy takich inicjatywach zawsze będą pieniądze, lecz to już nieodzowny element naszego życia. Uśmiech na twarzy, pomimo wielkiego zmęczenia jakie daje się we znaki po kilku dniach, jest najlepszym świadectwem wyższości ducha nad ciałem i dowodem na to, że pomimo wielu biznesowych tarć, wędkarska brać potrafi spotkać się na neutralnym gruncie, aby odkapslować butelczynę piwka i pogadać o tym co nam w duszy gra.

Z mojej strony chciałbym podziękować całej ekipie DAM-a. Miałem przyjemność spędzić kilka dni w świetnym towarzystwie, zmierzyć się z własnymi słabościami i doświadczyć tego, co zawsze oglądałem z drugiej strony. Ciężko było, ale w przyszłym roku też przyjeżdżam i mam nadzieję, że spotkamy się co najmniej w tym samym gronie jak nie większym. Cała grupa “krejzolów”, ale bez Was byłoby nudno… Pozdrawiam i do zobaczenia za rok.

Gniewosław Bosiacki

MAD Carp Polska